13 sierpnia 1977 r.
Siedemnastoletnia
Lily Evans siedziała na parapecie okna w swoim pokoju w Cokeworth i myślała nad
ostatnimi wydarzeniami w świecie czarodziejów. Wzięła do ręki Proroka
Codziennego, z którego okładki bił po oczach tytuł: Masowa ucieczka z Azkabanu!
Westchnęła
głęboko i odrzuciła gazetę na łóżko okryte szkarłatną narzutą. Lily była czarodziejką,
która za dwa tygodnie zaczynała ostatni, siódmy rok nauki w Szkole Magii i
Czarodziejstwa Hogwart. Nie czuła się bezpieczna jak jeszcze kilka lat temu.
Evans była czarodziejką nieczystej krwi, jej rodzice byli Mugolami, a więc
ludźmi bez magicznych zdolności. W świecie czarodziejów „szlamowata” krew
stanowiła ogromny problem. Zwłaszcza dla czarnoksiężnika, który nazwał się
Lordem Voldemortem. Pragnął on oczyścić świat z ludzi nieczystej krwi, również
Mugoli. W ostatnich latach rósł w siłę i zdobywał coraz więcej popleczników.
Magiczny świat powoli tonął w chaosie, nikt nie wiedział jak z nim walczyć.
Lily od końca roku szkolnego codziennie budziła się w swoim łóżku z niemym
krzykiem. Bała się życia poza Hogwartem, gdzie nie chronił ich jedyny czarodziej,
którego obawiał się Czarny Pan – Albus Dumbledore.
Jej ponure
przemyślenia przerwało ciche stukanie w szybę. Była to jedna ze szkolnych sów,
a w dziobie trzymała kopertę z godłem Hogwartu. Lily wpuściła sówkę do pokoju,
wyjęła jej z dzioba kopertę i dolała wody i pożywienia do pojemników jej
własnej sowy, Hektora, który akurat spał w klatce, zmęczony po nocnych łowach.
Rudowłosa
otworzyła kopertę i wyjęła z niej dwa listy. Jeden od Profesor McGonagall,
informujący, że rok szkolny zaczyna się 1 września, a pociąg do szkoły odjeżdża
o godzinie 10:00 z peronu 9 ¾ na King’s Cross. Do niego dołączona była lista
książek, które będą potrzebne na siódmym roku nauki w Hogwarcie oraz dodatkowe
wyposażenie. Drugi list natomiast był od Profesora Dumbledore’a.
Szanowna Panno Evans,
mam ogromny zaszczyt, by poinformować, iż została Panna wybrana na
jednego z dwóch Prefektów Naczelnych Hogwartu w roku szkolnym 1977/1978.
Przypominam, że do obowiązków Prefekta Naczelnego jest prowadzenie zebrań
Prefektów Hogwartu, comiesięczne zebrania z Dyrektorem Hogwartu, delegowanie
zadań dla Prefektów oraz wspieranie swoją pomocą zarówno uczniów, jak i kadrę
profesorską.
Jestem przekonany, iż podoła Panna tej odpowiedzialności, zwłaszcza, iż
pełniła Panna obowiązki Prefekta Gryffindoru przez dwa lata. Resztę Prefektów
pozna Panna w Ekspresie do Hogwartu. Przypominam, że podróż zaczyna Panna w
wagonie dla Prefektów.
Liczę na owocną współpracę.
Z wyrazami szacunku,
Profesor Albus Dumbledore, Dyrektor Hogwartu.
Kiedy
dziewczyna skończyła czytać list, w jej dłoni zmaterializowała się błyszcząca
odznaka z ozdobnymi literami PN. Lily patrzyła na nią z otwartymi ustami. Było
to dla niej wielkie wyróżnienie. Wybiegła z odznaką na schody i zbiegła na dół.
Przebiegła przez korytarz i wpadła jak burza do kuchni, gdzie przy stole,
zaczytany w mugolskiej gazecie, siedział jej ojciec, Charles Evans. Był on
wysokim, postawnym mężczyzną po czterdziestce. Na jego twarzy widniały okulary,
które zasłaniały zielone oczy. To po nim Lily odziedziczyła kolor swoich oczu.
Jednak miedziane, grube włosy miała po mamie, Dorze, która teraz stała przy
zlewie, zmywając naczynia.
- Mamo, tato! – wykrzyknęła
radośnie, podnosząc w górę rękę z odznaką. – Zostałam Prefektem Naczelnym!
Na twarzach
Państwa Evansów wykwitł szczery uśmiech. Nigdy do końca nie rozumieli
wszystkich rzeczy, które łączyły się z magią, lecz bardzo kochali Lily i byli
dumni, że mają w rodzinie czarownicę. W przeciwieństwie do Petunii, starszej
siostry Lily, która słysząc zamieszanie i krzyki, weszła do kuchni.
- Prefekt Naczelny? – zapytała, a
na jej pociągłej, bladej twarzy wykwitł szyderczy uśmiech. – Zostałaś Królową
dziwolągów?
- Petunio! – wykrzyknęła Dora z
wściekłością wymalowaną na twarzy.
Lily
westchnęła tylko. Jako dzieci były z Petunią bardzo blisko. Zmieniło się to
dopiero w momencie, gdy Lily dostała list z Hogwartu. Petunia była bardzo
zazdrosna, że Lily jest czarownicą. Wysłała więc list do Profesora Dumbledore’a
z prośbą, by również mogła uczęszczać do szkoły. Dostała jednak odpowiedź
odmowną ze względu na to, że nie drzemały w niej żadne magiczne moce. Od tamtej
pory Petunia znienawidziła Lily za jej odmienność od świata Mugoli i szydziła z
niej kiedy tylko mogła. Rudowłosa tęskniła za czasem, gdy siostra była jej
najlepszą przyjaciółką. Mimo wzajemnej niechęci, wciąż ją kochała i wciąż miała
cichą nadzieję, że Petunia pewnego dnia zaakceptuje magię.
1 września 1977 r.
Na King’s
Cross panował chaos. Lily, pożegnawszy się przy aucie z rodzicami, pchała swój
wózek z kufrem szkolnym i Hektorem przez perony. Miała dwadzieścia minut do
odjazdu pociągu. Przyspieszyła kroku, aż w końcu dojrzała ścianę między peronem
9 a 10. Rozejrzała się czy żaden z Mugoli nie zainteresował się jej sową. Kiedy
upewniła się, że jest bezpiecznie, dyskretnie oparła się o barierkę przy
ścianie i wpadła na peron 9 ¾. Ekspres stał już na peronie, gotowy do odjazdu.
Przy pociągu kręciło się dużo czarodziejów.
- Cześć, Lily – usłyszała głęboki,
męski głos.
Odwróciła się
i jej oczom ukazał się przystojny, wysoki mężczyzna o czarnych oczach i
czarnych, półdługich włosach, które elegancko spływały mu na ramiona. Uśmiechał
się do niej ciepło, ukazując równe, białe zęby. Iskierki rozjaśniały jego
ciemne oczy. Przebrany był już w szatę czarodziejów z krawatem w barwach
Gryffindoru.
- Syriuszu – odwzajemniła jego
uśmiech. – Miło Cię znów widzieć.
Syriusz Black,
Gryfon z siódmego roku i ścigający drużyny Gryffindoru, był obiektem westchnień
połowy dziewcząt z Hogwartu. Druga połowa kochała się w Jamesie Potterze,
najlepszym przyjacielu Syriusza i szukającym Gryfonów, który kochał się w Lily
od czwartego roku. Serce Syriusza jednak od niedawna należało do Dorcas
Meadows.
- Pomogę Ci z kufrem – powiedział
Syriusz i już za chwilę wnosił go po schodkach do pociągu. – Chodź, Remus zajął
przedział w piątym wagonie.
Lily poszła za
Syriuszem do przedziału, w którym siedzieli już przyjaciele Jamesa i Syriusza –
Remus Lupin i Peter Pettigrew oraz jej dwie przyjaciółki z dormitorium – Dorcas
Meadows i Marlena McKinnon. Lily przywitała się ze wszystkimi, przebrała się w
szatę, przypięła do piersi swoją nową odznakę i z dumą wypisaną na twarzy ruszyła
do przedziału Prefektów. Gdy weszła do pierwszego wagonu, zobaczyła, że przed
drzwiami przedziału stoi oparty o ścianę James Potter. Serce zabiło jej
mocniej. Był to bardzo przystojny, wysoki czarodziej o czarnych, wiecznie
rozczochranych włosach i orzechowych oczach, w których zawsze paliły się
iskierki. Tym razem jednak ich nie było. Lily przełknęła ślinę i podeszła bliżej.
- James… - zaczęła niepewnie.
Potter
podniósł wzrok, a ich oczy spotkały się. W oczach Lily pojawiły się łzy. Nie
mogła znieść tego smutnego, umęczonego wzroku. Przeważnie gdy na nią patrzył,
widziała w nim szaleńca, który męczył ją pytaniami o randki; widziała
człowieka, który nie szanował innych, który cały czas wdawał się w pojedynki ze
Ślizgonami, zwłaszcza z Severusem. Teraz…
***
10 lipca 1977 r.
Lily poprawiła swoją czarną, elegancką
sukienkę przed kolano i niepewnym krokiem wyszła z Błędnego Rycerza. Ta podróż
nie należała do miłych. Wysiadła na głównej ulicy w Dolinie Godryka i od razu
spostrzegła tłumy czarodziejów ubranych na czarno. Podążyła za nimi na
cmentarz.
Rudowłosa bardzo bała się tego dnia. Na
początku lipca Prorok Codzienny opublikował informację o śmierci Aurorów, Eufemii
i Fleamonta Potterów. Nie mogła w to uwierzyć. Chciała skontaktować się z
Jamesem, lecz Syriusz, który mieszkał u Potterów od roku, zjawił się w Cokeworth
i przekazał jej, że James nie chce się z nikim widzieć. Evans nie mogła jednak
nie przyjść na pogrzeb Potterów. Oczy zaszły jej łzami, gdy z daleka dostrzegła
Jamesa w czarnym garniturze. Stał jak zaczarowany przy grobie rodziców i
patrzył się prosto w wykopany dół. Pogrzeb jeszcze się nie zaczął.
Wolnym krokiem podeszła bliżej. James pod
koniec szóstego roku powiedział jasno, że zrozumiał, iż Lily nigdy go nie
pokocha i przestaje się starać o jej względy. Nie chciała się narzucać. Potter,
jakby podświadomie wyczuwając jej obecność, podniósł na nią wzrok. W jego
oczach Lily dostrzegła tyle bólu… Widziała, że próbuje zatamować łzy, które
napływały mu do oczu. Uporczywie mrugał, a jego pełne usta wygięły się w
podkowę. Nie wytrzymała. Podeszła do niego i położyła mu dłonie na ramionach.
Wpatrywał się w nią wzrokiem błagającym o pomoc. Po policzkach Lily poleciały
łzy. James również nie wytrzymał. Był to dla niego bodziec nie do
powstrzymania. Na jego policzkach pojawiły się kaskady łez, a on zgiął się w
pół i zawył rozpaczliwie, zginając się w pół. Evans przytrzymała go za ramiona
i przytuliła jak tylko najczulej umiała.
***
- Lily… - odpowiedział,
uśmiechając się smutno. - Przepraszam, że nie odpowiadałem na Twoje sowy, nie
byłem w stanie z nikim rozmawiać.
Rudowłosa
spojrzała na niego uważnie. Coś się w nim zmieniło. Może to przez trwającą
żałobę, może przez to, że musiał wydorośleć w tak krótkim czasie. Nie była w
stanie odpowiedzieć na to pytanie, lecz widziała to w jego oczach. Zmężniał i dojrzał.
Kiwnęła tylko ze zrozumieniem głową.
- To ja przepraszam, że się
narzucałam – powiedziała, wzruszając ramionami. – Powinnam dać Ci czas, ale
martwiłam się.
James zaśmiał
się cicho, ledwo dosłyszalnie. Bez zawadiackiego uśmiechu wyglądał jak nie on.
Zaśmiał się tak, jak gdyby wątpił w to, że Lily Evans mogła się o niego
martwić. Rudowłosa zgromiła go wzrokiem, lecz on tylko machnął ręką.
- Jest… lepiej. – powiedział, nie
patrząc jej w oczy, przez co Ruda mu nie uwierzyła. – W każdym razie, Panno
Evans, musimy w tym roku żyć w zgodzie, skoro mamy współpracować.
James
musiał dostrzec na jej twarzy wielki znak zapytania, więc wskazał jej odznakę
Prefekta Naczelnego, a następnie pokazał na swoją pierś, gdzie widniała
dokładnie taka sama, błyszcząca odznaka z literami PN. Lily, która wcześniej
nie dojrzała odznaki Jamesa, otworzyła usta.
- Ty…? – zapytała, wskazując na
jego pierś i nie mając pojęcia co powiedzieć.
- Tak, jestem drugim Prefektem
Naczelnym. – odparł Potter. – Dumbledore przyjechał do mnie osobiście w
sierpniu, pytając czy podołam obowiązkom Prefekta Naczelnego, kapitana drużyny
Gryfonów i nauce do Owutemów.
- Ale… - powiedziała Lily,
zatrzymując się na tym słowie. – Przecież nie byłeś Prefektem Gryffindoru.
James zaśmiał
się, tym razem przeciągle i serdecznie, jak to miał w zwyczaju. W tym momencie lokomotywa wydała przeciągły
gwizd i pociąg ruszył z peronu.
- Ktoś tu chyba nie czytał
dokładnie Regulaminu. – puścił jej oczko. – Bycie Prefektem nie jest warunkiem koniecznym
do bycia mianowanym na Prefekta Naczelnego.
Widząc, że
Lily nie może wydusić z siebie słowa, powiedział jeszcze:
- Chodź, Lily, mamy spotkanie do
poprowadzenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz